Czy pies w biurze to dobry pomysł?

Czy pies w biurze to dobry pomysł?

Niemiecki standard.


  Niemcy są jednym z pierwszych krajów na świecie, które realnie otworzyły się na psie sprawy. Podobno psy są wpuszczane do wielu biur, biegają sobie luźno w miejscu pracy. Ich obecność jest nawet traktowana jako pewna filozofia firmy. Przecież nie od dziś wiadomo, że psy mają uspokajający wpływ na człowieka - pisałem o tym tutaj

(Pies dobry na stres czyli 6 korzyści ze zjadania kapci.)

Pracownicy podkreślają również praktyczne aspekty tego trendu. Wielu z Was - człowieków - nie raz przecież stanęło przed problemem zostawienia psa w domu. Od razu zaznaczam,  że nie odpowiadam za cały mój gatunek, ale wiem, że przypuszczalnie straty mogą być nieproporcjonalne do poniesionych kosztów i nawet nieźle płatna praca nie będzie w stanie wynagrodzić Wam trzech godzin poza domem.

Nie będę gołosłowny - sam przeżyłem okres tzw. lęków separacyjnych. Inaczej mówiąc, bałem się jak cholera zostawać sam w domu, kiedyś nawet zjadłem lampę i zaśmieciłem całe mieszkanie. Znam jednak bardziej drastyczne przypadki (czekam na Wasze komentarze).

  Niemcy jak zwykle podeszli do sprawy zdroworozsądkowo. Wiele firm pozwala, a nawet zachęca do zabierania swoich pupili do pracy. Już sobie wyobrażam jak moi bracia biegają pomiędzy regałami, ocierając się przy tym o każdego. Tutaj ktoś ich poczochra, tu komuś się kawa wyleje na nowe, wyprasowane spodnie.

Przyjdzie jakiś klient, to go przywitają "susem prostym" i obwąchają, ach no po prostu bajabongo. Żyć, nie umierać. Słyszałem od kumpla, że tam mają nawet własne posłanie za biurkiem, miskę z wodą, a w przerwach, zamiast na papierosa, wychodzą na spacer. Albo to i to - raz się żyje, nie? 

  Wszyscy się cieszą z obecności psa, oprócz tych, którzy się nie cieszą, ale oni szybką milkną. Rozbieżność interesów. Firma chce być "animal friendly", a z drugiej strony ktoś chce jeszcze trochę u nich popracować. W końcu oprócz psa liczy się wizerunek albo oprócz wizerunku, liczy się pies. Ja to wiem, ja mądry pies jestem.

pies w biurze

 


A co na to pies?


  No i teraz pojawia się niezły problem. Badania sondażowe pokazały, że wiele osób nie ma nic przeciwko psom w miejscu pracy. Z drugiej strony "Die Welt" (Tato mówi, że to taka znana niemiecka gazeta) podaje, że aż 3/4 pracodawców wolałoby, żeby pracownicy zostawiali swoje psiaki w domu. Jest taki przedział: osoby na nie, osoby, które tolerują psy i gorliwi wyznawcy nowej idei. A gdzie głos psa w tym wszystkim? Prawdziwy głos rozsądku?

  Powiem Wam teraz jako pierwszy pies, który coś powie na ten temat. Można być całkowicie za i można być całkowicie przeciw. Prawica walczy z lewicą, zieloni ze wszystkimi, Polacy z Polakami, a nikt nie może wyrazić swojego stanowiska w sposób umiarkowany. Żadnych kompromisów. Tak jest i będzie. Mama mówi, że tacy są ludzie. Na szczęście u psów jest trochę inaczej. 


Smocze mądrości czyli jak pogodzić dwa światy.


  Trzeba sobie zadać parę pytań. Co z człowiekami, którzy się po prostu nas boją? Albo brzydzą? Nie chcą żeby pies przebywał z nimi w miejscu, w którym piją kawę? Co z klientami, którzy z krzykiem wybiegają na widok biegnącego do nich psa? Jeśli wszyscy pracownicy są za, a klienci są należycie uprzedzeni, to chyba nie ma problemu, prawda?

Jeżeli jednak są jakieś wyjątki, to absolutnie wszyscy - my i ludzie - powinniśmy respektować zasadę, którą sam staram się wdrożyć w moje smocze życie: Rób co chcesz, kiedy chcesz i ile chcesz, bądź wolny, dopóki nie przeszkadzasz innej osobie robić tego, co chce, kiedy chce i ile chce. 

  Jestem na tak psom w biurach i miejscach publicznych! Tylko powinny to być psy karne, wychowane i absolutnie wszyscy w pracy muszą wyrazić na to zgodę. Mój Tato mówił, że kiedyś sam bał się psów i może sobie wyobrazić reakcje osób, które teraz czują podobnie. Ludzkie reakcje trzeba szanować. Argumenty o tym, że przenosimy zarazki mnie nie przekonują - czy właściciele chorują przez swoje psy? No właśnie.

  Jeszcze jedna sprawa. Ubezpieczenia pracownicze od pogryzienia przez psa? Wiecie z autopsji, że niezależnie jak dobry i grzeczny byłby pieseł, to dalej jest to pieseł - uwierzcie, wiem coś o tym. Nie każdy umie obchodzić się z psami. A nawet jeśli wydaje mu się, że umie, to nie umie. Nikt nigdy nie mówi o winie człowieka, zawsze jest, że "pies pogryzł". Tak, zęby były psa, ale głupota była ludzka. Zawsze.

Ja przygryzam fafle tzn. obiecuję, że nikogo bym nie ugryzł, ale wiecie, psy są różne, tak jak różni są ich właściciele. Niektórzy myślą, że jak mają "Goldena" lub Labradora, to przecież te problemy ich nie dotyczą, a pies się sam wychowa.


A co na to w Polsce?


  W Polsce jeszcze jest to temat tabu, a jeśli nie tabu, to jak zwykle powód to bulwersów i fochów. Nie zdziwię się jednak, jeżeli za kilka lat na większość uczelni będzie można przyjść z psem, a niektóre biura będą pełne machających radośnie ogonów, cieszących się pysków i kontenerów sierści. Jeżeli wszystkim to pasuje to czemu nie.

Czekam na Wasze zdanie, bardzo się dla mnie liczy. Teraz niechętnie wychodzę z mojej smoczej jamy na audyt królestwa. Niechętnie, bo pogoda taka pod psem dzisiaj. Ale mam obowiązki - trzeba sprawdzić czy nikt nie wyrzucił czegoś, co jeszcze nadaje się do jedzenia.

Jeszcze wrócę, Smok F.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *